Wprawdzie już dawno utkwiło mi w głowie powiedzenie, że nie żyjemy po to, żeby jeść, no ale...
Jesień jest moją najulubieńszą porą roku. Nawet przy samym ganku, ba, przy samych schodach (bo i one niedaleko od modrzewi :-) wyrastają maślaki:
W słojach dojrzewają nalewki (tu z kaliny koralowej):
Pigwa czeka na swoją kolej:
A dynie znikają z parapetów — i lądują w garnku jako pyszna zupa:
Chyba znów trzeba będzie się wybrać na dyniowe zakupy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz